Archiwa tagu: dokumenty

Małżeństwo czyli życie w ciagłym biegu.

Czas leci. Już prawie tydzień minął odkąd zawarliśmy ten nierozerwalny związek małżeński.  Od początku tygodnia biegam po urzędach by zmienić dane w moich dokumentach. Nawet sprawnie idzie. Został tylko paszport z którym uporam się jutro.

Poza tym zaczęłam pracę. Bardzo jestem zadowolona. Pracuję dziennie po 4 godzinki od 11.00.  Czas leci przyjemnie i bardzo szybko. Kadra jest sympatyczna, można się zwrócić do każdego o pomoc gdy zajdzie taka potrzeba. Nie czuć nawet nutki rywalizacji między pracownikami (póki co). Kazdy sie dopełnia. Chciałabym zahaczyć się tu na stałe.

20170914_113043

Ach, te poniedziałki!

Poniedziałki są okropne-wyjatek potwierdza regułę! Jednak ten poniedziałek nie należał do tych najgorszych..

Cały poranek był przeciwko mnie:

-brak internetu od wczorajszego dnia co wiązało się z niemoznoscia dokonania przelewu za studia magisterskie,

-rozmowa o pracę w świetlicy raczej nie wypaliła, gdyż zmieniają się przepisy dotyczące zatrudnien,

-gdy wszystko szło ku dobremu…  I przelew został dokonany okazało się, że jednak zbyt mało pieniędzy zostało przesłanych na konto szkoły, więc kursowalam bezsensownie niczym roller casterze.

Po 3h dobrej jazdy wyruszyłam złożyć dokumenty. Tu moje szczęście odwraca się o 180stopni! Pierwszy raz jadę sama w taką trasę. Same autostrady, beznadziejne ronda przez środek których przebiegają szyny… Dla mnie koszmar. Jednak moja drogą przebiegła na karcie.  Bez błądzenia :) podpisałam parę umów i od szkoły dostałam….  Tablet z okazji, iż szkoła obchodzi 20 się urodziny.

Wróciłam szczęśliwa do domu (także bez wiekszych problemów), kiedy zadzwonił do mnie telefon z propozycją pracy na polkoloniach w sąsiedniej miejscowości. Czemu miałabym się nie zgodzić?

Morał?  Nie należy oceniać książki po okładce :)

img_20170703_135902

Tytuł licencjata osiągnięty!

Nic dodać, nic ująć! Pracę została obroniona. Ogólnie obrona przebiegła bezstresowo -na lajcie :)

Jedyne co mnie trochę przybił, to zachowanie naszej  grupy. Koszmar! Poskładałyśmy z 3 koleżankami na prezent dla promotora. Kupiłyśmy mu długopis z parkera i whisky. Dzien przed obroną obudziła się reszta grupy, że trzeba by coś kupić. Długo by pisać… W gruncie rzeczy – koleżanka zadzwoniła do jednej z tych dziewczyn, ušwiadomiła ją że to co kupiłyśmy w stosunku do całej grupy, osób które podchodzą do obrony jest stanowczo za mało. Że powinni coś jeszcze dokupić i wtedy mogą dołączyć się do prezemtu. Reakcja? „Ok. Ok. Rozumiem” kilka godzin później wybucha bunt! Jak mogłyśmy się same poskładać? Że 80 zł na 9 osób to cena w porządku ponieważ przecież mu płacą za sprawdzanie tych prac! Ale nie zwróciły uwagi że żaden promotor nie jest dostępny dla studentów 24h na dobę! Nie płacą mu za każdy telefon jaki wykonamy do niego! Obrażone wolały kupić własny prezent.

Druga sprawa… Podzieliłyśmy się kto co przynosi, by przygotować poczęstunek komisji. W niedzielę okazało się, że tylko ciasto! więc przyniosłam herbatę chociaż, koleżanka kawę…

A gdy przyszło do poczęstunku, dziewczyna po prostu dała zapakowane w papierku wydzielone kawałki ciasta dla komisji! Co to miało być?! Ludzie to Wieśniaki! Najadłyśmy się wstydu!

Ale cóż! Już nie wracam do tego. Dzień minął! Zaczynam wakacje :)

składam papiery dalej… Na magisterkę!

img_20170626_143524

Historia dokumentów rejestracyjnych.

W zeszłą sobotę zauważyłam, że w mojej torebce brakuje dokumentów rejestracyjnych!
„Jak to możliwe?!”
Przecież od wakacji nie zmieniam torebki, a co się z tym wiąże – nie wyciągałam z niej dokumentów!
W niedzielę przeszukałam dokładnie każdy kąt w domu, każdą torebkę, szufladkę…
Jednym słowem coś na tym zyskałam, bo dom AŻ TAK od dawna nie błyszczał.
Może spadły za łóżko?
Może wrzuciłam je do szafy z ciuchami? albo do szufladki z majtkami?
A może bezmyślnie je włożyłam DO LODÓWKI?
Odpowiedź na każde z tych pytań była jedna – NIE,
Mimo wszystko szukałam ich każdego dnia po kilka razy w tych samych miejscach.
Dzwoniłam po centrach handlowych, biurach rzeczy znalezionych i znajomych.
W czwartek zgłosiłam zagubienie dokumentów i dostałam zastępcze…

Wczoraj Grzesiu prosi mnie bym do niego przyjechała.
Podczas gdy On robił jakieś projekty do szkoły ja – słodka dziurka – postanowiłam umilić sobie czas i zrobić sobie kisiel.
Otwieram szufladkę, przeglądam smaki, a tam… między kisielami…
Moje dokumenty rejestracyjne!

Opakowania z kisielami wrzucałam luzem do torebki
i dokumenty musiały się między nimi „zaplątać” ;)
Lodówka mi do głowy przyszła, ale szufladka z kisielami u chłopaka…
Chyba w życiu bym o niej nie pomyślała.