Archiwa kategorii: szkoła

Część dalsza wczorajszego dnia.

Dzisiejsze dzieci są bardzo sprytne. Wiedzą co powiedzieć , żeby wyjść z opalow cało. Nie zwracają uwagi na to, że robią szkodę drugiemu człowiekowi. „Liczę się ja i mój tyłek”.

Po rozmowie Pani pedagog z chłopcem okazało się, że to JA go pierwsza pobiłam. Chlopak się tylko bronił. Taka była jego reakcja na moje zachowanie powtórzył to również w mojej obecności. Zauważyłyśmy jego zamieszanie po otrzymaniu informakcji że wszystko uchwyciły kamery ale mimo wszystko nie zmienił swoich oskarżeń. W poniedziałek będę rozmawiała z jego mamą, która jest ponoć tak samo zakręcona jak ojciec. 4 miesiące pracy za mną, a już mam jej serdecznie dosyć.  Mam nadzieję, że jednak chłopiec zrozumie swój błąd a rodzice staną za mną murem

Nauczycielskie troski i zakłopotania.

Tyle mówi sie, że nie można stosować przemocy wobec dzieci. Jest zakaz bicia linijką, a nawet krzyczenia na swoich podopiecznych. Nauczyciel w tych czasach musi się bardzo pilnować gdyż nawet za zabranie telefonu dziecku którym się bawi na lekcji grożą sankcje.

Co zrobić jednak gdy to dziecko jest osobą stosując przemoc. Brzmi śmiesznie? Dzisiejszy poranek dał mi ostro do myślenia a jeden z uczniów „dużego kopa w tyłek”.

Jestem osobą niedużą, bardzo młodo wyglądającą przez co widzę i czuje od poczatku swojej pracy w szkole, że nie budzę takiego respektu jak inni nauczyciele. W dodatku dzisiejszego dnia chłopczyk z drugiej klasy większy niż swoi rówieśnicy i tylko o ponad głowę mniejszy ode mnie ze złości chwycil mnie za rece unieruchamiajac mnie i zaczął mną szarpać. Nie reagował na słowa „puść mnie w tej chwili” czy też „mnie to boli”. Po krótkim czasie odepchnal mnie po czym uderzył w rękę. Na rękach zostały czerwone ślady zaciśniętych dłoni.

Śmieszne? Co ty byś zrobił/a na moim miejscu? Uderzylbys/abys go? Odepchnął/ęła? A może powyklinal/a? Za wszystko to Ty poniesiesz konsekwencje.

Ja za brak przeprosin postraszylam uwagą w librusie i rozmową z Panią pedagog. Ojciec nie wtrąca się do tego co się dzieje w szkole. Nie chce słyszeć o żadnym negatywnym zachowaniu syna, ponieważ to „nauczyciele są od tego, by wychowywać”, więc na rozmowę z nim nawet nie liczyłam. Do librusa jednak ja nie mam dostępu a wychowawczyni dziecka ma to kompletnie w dupie. Jutro chłopiec ma rozmowę z Panią pedagog. Mam przeczucie, że przejdzie mu to koło nosa.

Pierwsze starcie.

Wczoraj po kilku tygodniach pracy miałam pierwszy nerwowy dzień. Dowiedziałam się że jestem nieodpowiedzialna i nie wykonuje swoich obowiązków właściwie.

Podczas obiadu dziewczynka zaczęła wymiotować. Dałam jej szklankę wody lecz i to nie pomogło.  Po chwili zauważyłam że zlew się zatyka. Szybko pobieglysmy więc do ubikacji. W tym czasie przyszła druga opiekunka (również wychowawczyni dziewczynki). Nie wykazała zainteresowania dzieckiem. Oznajmiła „idziemy na plac zabaw” gdzie ja powinnam być gdyż zajmuje się dziećmi z orzeczeniem. Tak więc w między czasie gdy zajmowałam się chora  dziewczynka, ubierałam dziecko z niepelnosprawnoscia. A co robil drugi nauczyciel? Pozbieral manatki i resztę dzieci, i poszedł na zewnątrz. Zabiegana przypomniałam sobie o zatknej umywalce. Zgłosiłam to sprzątaczce  jednak usłyszałam tylko że mam szukać woznego, bo ona się tym nie zajmuje. Dla mnie ważniejsze były dzieci. Chłopiec nie umiał się ubrać poza tym jest to osoba która może wyjść ze szkoly. Nie wie czego chce i nie zna słowa niebezpieczenstwo więc przy nim trzeba mieć oczy w d.

Dziewczynkę położyłam w świetlicy na materacu i poczekalam aż przyjedzie jej mama. Zaprowadziła chłopca na plac zabaw do dzieci i przypomniałam sobie o umywalce. Gdy przyszlam na świetlicę woźny przesył umywalkę a Pani sprzataczka powiedziala mi „do sluchu”.

Dziś rozmawiałam z Panią dyrektor o wczorajszym wydarzeniu. Nie skarzylam sie-BRON BOŻE. Wyszło z rozmowy. Powiedziała że przede wszystkim nie powinnam zostawać z tym wszystkim sama – z dwójką trudnych dzieci, ze w tym zawodzie nie można dac sobie w kaszę dmuchać i trzeba umieć się postawić. Muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale uważam że z obowiązków się całkiem nieźle wywiązała.

Małżeństwo czyli życie w ciagłym biegu.

Czas leci. Już prawie tydzień minął odkąd zawarliśmy ten nierozerwalny związek małżeński.  Od początku tygodnia biegam po urzędach by zmienić dane w moich dokumentach. Nawet sprawnie idzie. Został tylko paszport z którym uporam się jutro.

Poza tym zaczęłam pracę. Bardzo jestem zadowolona. Pracuję dziennie po 4 godzinki od 11.00.  Czas leci przyjemnie i bardzo szybko. Kadra jest sympatyczna, można się zwrócić do każdego o pomoc gdy zajdzie taka potrzeba. Nie czuć nawet nutki rywalizacji między pracownikami (póki co). Kazdy sie dopełnia. Chciałabym zahaczyć się tu na stałe.

20170914_113043