Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Co z tymi naszymi lekarzami?

Kilka dni temu, moja mama zrobiła sobie USG, które wykryło jej coś na wątrobie. Lekarz do którego chodzimy lata powiedział, że to będzie prawdopodobnie naczyniak, albo guz.
Wydał jej zieloną kartę. Placówki, które mają podpisaną umowę na pakiet onkologiczny, przyjmują pacjenta z kartą bez kolejek, bez skierowania i w ciągu 9 tygodniu (choć podobno to mało prawdopodobne) pacjent ma mieć zrobione wszystkie badania.
W karcie znajdują się wszystkie informacje o pacjencie (jak przebiega leczenie i jakie chory przeszedł badania) Jeśli okaże się, że u pacjenta wykryto raka oczywiście lekarz rodzinny dostaje swoje wynagrodzenie za wydanie karty.

Trudno było na szybko znaleźć placówki. W jednej gastrolog przyjmował raz w miesiącu i akurat się załapałyśmy.
Jednak gdy przyjechałyśmy na miejsce kobieta w recepcji zażyczyła sobie SKIEROWANIA, bo bez tego do lekarza Nas nie zapisze. Ponieważ była długa kolejka, mama została, a ja wzięłam auto i z ciężką nogą na hamulcu popędziłam do lekarza rodzinnego.

SOBOTA – nieczynne. Nasz drogi Pan doktor (również właściciel przychodni) mieszka tuż obok swojego miejsca pracy, więc ja dorwałam się do dzwonka. Stałam pod domem 10 minut – CISZA.
Mama jak na złość zapomniała telefonu. Co robić?
Pierwsza myśl jaka mi wpadła do głowy W książce telefonicznej mama ma numer dziadka, który koleguje się z doktorem. Na pewno będzie miał numer do niego,
więc ja znów za kółko i do domu po telefon. Numer dostałam bez problemu, ale z kolei do lekarza by się dodzwonić KATASTROFA!
Gdy w końcu odebrał telefon, powiedział mi, że nie będzie z taką młodą osobą rozmawiał na temat mamy zdrowia. Mama ma sobie przyjść po skierowanie w poniedziałek…
JAK TO? Jak w poniedziałek? Wie pan jak trudno jest się dostać do gastrologa?
On nie będzie ze mną rozmawiał. Mama ma sobie sama do niego zadzwonić.

Przyjechałam załamana i zła. Dopiero teraz dotarło do mnie co się dzieje.
w przychodni kobieta dalej żąda skierowania, a lekarz rodzinny uważa, że on ma rację, jego duma nie pozwala wypisać małego świstka, byśmy mogły wejść. Mało tego, gdy mama do niego dzwoniła, powiedział, że zachowałam się karygodnie wytykając mu błędy lekarski i moja mama Go za mnie przepraszała. ZA CO??
Po 2 godzinach wróciłyśmy do domu z niczym.

Wieczorem Pan doktor dzwonił do mamy pytając się jak wizyta, a żeby udowodnić swoją rację złożył skargę do NFZ’u na tamtą przychodnię i kazał im dzwonić im do mamy z przeprosinami.
A co Nam po przeprosinach?
Tak trudno było poświęcić te parę sekund na wypisanie skierowania. I wilk byłby syty i owca cała.