Kolejny kotek poszkodowany przez los.

Dziś moim teściom został podrzucony mały, chory kotek. Z mężem postanowiliśmy bo zawieźć do weterynarza. Ponieważ jest niedziela żaden nie chciał go przyjąć ?! Po poszukiwaniach udało nam się znaleźć miasto gdzie by nas przyjęli. Okazało się, że kotek ma złamany kark z przesunięciem. Malo tego 41 stopni goraczki wiec najlepiej go i spać bo będzie tylko cierpiał. Nie podjęliśmy tej decyzji. Pani usztywnila mu kark i probujemy go ratowac.

Ludzie są okropni! Takim ludziom zrobić taką samą krzywdę jaka oni potrafią zrobić bezbronnym zwierzetom

Pierwsze starcie.

Wczoraj po kilku tygodniach pracy miałam pierwszy nerwowy dzień. Dowiedziałam się że jestem nieodpowiedzialna i nie wykonuje swoich obowiązków właściwie.

Podczas obiadu dziewczynka zaczęła wymiotować. Dałam jej szklankę wody lecz i to nie pomogło.  Po chwili zauważyłam że zlew się zatyka. Szybko pobieglysmy więc do ubikacji. W tym czasie przyszła druga opiekunka (również wychowawczyni dziewczynki). Nie wykazała zainteresowania dzieckiem. Oznajmiła „idziemy na plac zabaw” gdzie ja powinnam być gdyż zajmuje się dziećmi z orzeczeniem. Tak więc w między czasie gdy zajmowałam się chora  dziewczynka, ubierałam dziecko z niepelnosprawnoscia. A co robil drugi nauczyciel? Pozbieral manatki i resztę dzieci, i poszedł na zewnątrz. Zabiegana przypomniałam sobie o zatknej umywalce. Zgłosiłam to sprzątaczce  jednak usłyszałam tylko że mam szukać woznego, bo ona się tym nie zajmuje. Dla mnie ważniejsze były dzieci. Chłopiec nie umiał się ubrać poza tym jest to osoba która może wyjść ze szkoly. Nie wie czego chce i nie zna słowa niebezpieczenstwo więc przy nim trzeba mieć oczy w d.

Dziewczynkę położyłam w świetlicy na materacu i poczekalam aż przyjedzie jej mama. Zaprowadziła chłopca na plac zabaw do dzieci i przypomniałam sobie o umywalce. Gdy przyszlam na świetlicę woźny przesył umywalkę a Pani sprzataczka powiedziala mi „do sluchu”.

Dziś rozmawiałam z Panią dyrektor o wczorajszym wydarzeniu. Nie skarzylam sie-BRON BOŻE. Wyszło z rozmowy. Powiedziała że przede wszystkim nie powinnam zostawać z tym wszystkim sama – z dwójką trudnych dzieci, ze w tym zawodzie nie można dac sobie w kaszę dmuchać i trzeba umieć się postawić. Muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale uważam że z obowiązków się całkiem nieźle wywiązała.