Smak rozczarowania i porażki!

Dziś wróciłam z pracy bardzo rozczarowana! Ogólnie bardzo mi się podobalo w roli opiekuna polkolonistow. Znów jakieś nowe doświadczenie, dzieci przekochane, ludzie świetni! Nie mogę narzekać. Jednak dziś dowiedziałam się  ile zarobiłam i trochę mi się przykro zrobiło.  Nie dlatego że mało, bo kokosów się nie spodziewałam ale dlatego że dostałam taką kwotę, co ludzie bez doświadczenia.  Po zwykłym kursie opiekuna.  Po prostu czuję że wygasła we mnie motywację do dalszego studiowania.

Koniec tygodnia=nowe pomysły na życie.

Zbliża się koniec tygodnia. Jutro ostatni raz idę do pracy. Żałuję. Bardzo było miło. każdego dnia miałam inną grupę. Każda grupa różniła się pod względem wieku, płci, osób ją budujących… Jednak jedno łączyło wszystkie te grupy- sympatyczna atmosfera dzięki której wszyscy dobrze się bawiliśmy!

Jutro wielki dzień gdyż czeka nas pożegnalny mecz 2 mocnych drużyn! Połączy nas wspólne dopingowanie: malowanie twarzy, przyśpiewki, robienie fali… Po tak z pewnością udanym dniu zakończymy nasze półkolonie. Każdy z nas będzie czekał z niecierpliwością na następny rok!

Te parę tygodni dużo wniosło do mojego życia. Czuję się bogatsza o nowe doświadczenia. Cieszę się, że mogłam współpracować z tak wspaniałymi ludźmi, na których mogłam liczyć w każdej sytuacji oraz mieć pod opieką tak zróżnicowane grypy podopiecznych. Był to pewnego rodzaju sprawdzian moich kompetencji. Teraz wiem na pewno, że jako nauczyciel poradzę sobie nawet w sytuacjach problemowych.

a jeśli chodzi o mnie jako przyszłego pedagoga… Dziś podjęłam kolejny krok w kierunku samorealizacji. Zapisałam się dodatkowo na studia licencjackie z filologii angielskiej. Mam zamiar wybrać specjalność nauczycielską, gdyż od 2020r zmieniają się przepisy dotyczące zatrudnienia. Postanowiłam sprawdzić swoje możliwości przez pierwszy semestr… Jeśli się nie uda, trudno ;) każdy człowiek posiada pewne granice.

Ach, te poniedziałki!

Poniedziałki są okropne-wyjatek potwierdza regułę! Jednak ten poniedziałek nie należał do tych najgorszych..

Cały poranek był przeciwko mnie:

-brak internetu od wczorajszego dnia co wiązało się z niemoznoscia dokonania przelewu za studia magisterskie,

-rozmowa o pracę w świetlicy raczej nie wypaliła, gdyż zmieniają się przepisy dotyczące zatrudnien,

-gdy wszystko szło ku dobremu…  I przelew został dokonany okazało się, że jednak zbyt mało pieniędzy zostało przesłanych na konto szkoły, więc kursowalam bezsensownie niczym roller casterze.

Po 3h dobrej jazdy wyruszyłam złożyć dokumenty. Tu moje szczęście odwraca się o 180stopni! Pierwszy raz jadę sama w taką trasę. Same autostrady, beznadziejne ronda przez środek których przebiegają szyny… Dla mnie koszmar. Jednak moja drogą przebiegła na karcie.  Bez błądzenia :) podpisałam parę umów i od szkoły dostałam….  Tablet z okazji, iż szkoła obchodzi 20 się urodziny.

Wróciłam szczęśliwa do domu (także bez wiekszych problemów), kiedy zadzwonił do mnie telefon z propozycją pracy na polkoloniach w sąsiedniej miejscowości. Czemu miałabym się nie zgodzić?

Morał?  Nie należy oceniać książki po okładce :)

img_20170703_135902

Tytuł licencjata osiągnięty!

Nic dodać, nic ująć! Pracę została obroniona. Ogólnie obrona przebiegła bezstresowo -na lajcie :)

Jedyne co mnie trochę przybił, to zachowanie naszej  grupy. Koszmar! Poskładałyśmy z 3 koleżankami na prezent dla promotora. Kupiłyśmy mu długopis z parkera i whisky. Dzien przed obroną obudziła się reszta grupy, że trzeba by coś kupić. Długo by pisać… W gruncie rzeczy – koleżanka zadzwoniła do jednej z tych dziewczyn, ušwiadomiła ją że to co kupiłyśmy w stosunku do całej grupy, osób które podchodzą do obrony jest stanowczo za mało. Że powinni coś jeszcze dokupić i wtedy mogą dołączyć się do prezemtu. Reakcja? „Ok. Ok. Rozumiem” kilka godzin później wybucha bunt! Jak mogłyśmy się same poskładać? Że 80 zł na 9 osób to cena w porządku ponieważ przecież mu płacą za sprawdzanie tych prac! Ale nie zwróciły uwagi że żaden promotor nie jest dostępny dla studentów 24h na dobę! Nie płacą mu za każdy telefon jaki wykonamy do niego! Obrażone wolały kupić własny prezent.

Druga sprawa… Podzieliłyśmy się kto co przynosi, by przygotować poczęstunek komisji. W niedzielę okazało się, że tylko ciasto! więc przyniosłam herbatę chociaż, koleżanka kawę…

A gdy przyszło do poczęstunku, dziewczyna po prostu dała zapakowane w papierku wydzielone kawałki ciasta dla komisji! Co to miało być?! Ludzie to Wieśniaki! Najadłyśmy się wstydu!

Ale cóż! Już nie wracam do tego. Dzień minął! Zaczynam wakacje :)

składam papiery dalej… Na magisterkę!

img_20170626_143524